Siedem mitów o Tarot, które musiałam odczarować (w tym ten o otrzymywaniu talii w prezencie)

Zajmuję się Tarot od dobrych piętnastu lat i jeśli nauczyłam się jednej rzeczy, to tego, że karty przyciągają przesądy tak, jak stary płaszcz przyciąga kurz. Większość tych „zasad” przekazuje się szeptem, z pełnym namaszczeniem, jakby wywodziły się z jakiejś starożytnej tradycji. Nie wywodzą się. Wiele z nich jest młodszych ode mnie.
Rozprawmy się więc z kilkoma z nich. Nie po to, by psuć zabawę — kocham romantyzm tej praktyki tak samo jak każdy inny — ale dlatego, że widziałam zbyt wiele osób, które powstrzymywały się przed pasją, którą szczerze by pokochały, tylko przez zasady, których nikt nie potrafi udowodnić.
1. „Nie możesz kupić własnej talii. Musisz ją dostać w prezencie”.
To najważniejszy mit, więc zacznijmy od niego. Historia głosi, że talia ma moc tylko wtedy, gdy ktoś ci ją podaruje, a kupno własnej osłabia więź lub przynosi pecha.
Oto jak jest naprawdę: nie ma dla tego żadnych podstaw historycznych. Żadnych. Talia Tarot w XV-wiecznych Włoszech była ręcznie malowanym przedmiotem luksusowym, zamawianym przez zamożne rodziny — nikt nie czekał, aż ktoś mu ją podaruje. Przez kolejne stulecia wróżbici kupowali swoje narzędzia tak, jak malarz kupuje pędzle. Pomysł, że „talia musi być prezentem”, pojawił się prawdopodobnie dopiero w XX wieku, być może podczas boomu New Age w latach 70. i 80., i rozprzestrzenił się, ponieważ brzmi uroczo i tajemniczo — a nie dlatego, że ktoś zapisał to w 1422 roku.
Jeśli będziesz czekać, aż wszechświat wręczy ci talię, możesz czekać bardzo długo. Talia, którą wybierzesz celowo — ta, której grafika naprawdę do ciebie przemawia — będzie znaczyć w twoich rękach znacznie więcej niż coś, co współpracownik zgarnął z półki, bo było na wyprzedaży.
2. „Używana talia przejmuje energię poprzedniego właściciela”.
Ludzi to autentycznie przeraża. Obawiają się, że używana talia jest w jakiś sposób „skażona” przez osobę, która trzymała ją wcześniej.
Karty to tylko papier i tusz. Jeśli martwi cię energia poprzedniego właściciela, proste oczyszczenie — postukanie w talię, zostawienie jej w świetle księżyca, okadzenie dymem z kadzidła, ułożenie kart w odpowiedniej kolejności, cokolwiek, co wydaje ci się właściwe — całkowicie ją resetuje. Niektóre z moich najbardziej niezawodnych talii pochodzą z lumpeksów. Energia nie jest lepka. To ty rządzisz tą przestrzenią.
3. „Nie możesz stawiać kart sobie”.
Kompletna bzdura i szczerze mówiąc, trochę smutna, ponieważ to właśnie czytanie dla siebie prowadzi do największego rozwoju. Istnieje przekonanie, że jesteś „zbyt blisko” sprawy, by być obiektywnym. Oczywiście, czytanie dla siebie wymaga praktyki i gotowości do bycia szczerym wobec siebie. Ale karty to lustro, a ty masz prawo przeglądać się we własnym lustrze. Każdy znany mi profesjonalny czytelnik Tarot stawia karty sobie przez cały czas.
4. „Karta Śmierci oznacza, że ktoś umrze”.
Och, karta, która zainspirowała tysiące scen w horrorach. Śmierć w Tarot prawie nigdy nie jest dosłowna. To wielka karta zakończeń i przejść — zamykania rozdziału, aby mógł otworzyć się kolejny. Jeśli ją wyciągniesz, znacznie bardziej prawdopodobne jest, że czeka cię zmiana pracy, przeprowadzka, koniec etapu w związku lub pożegnanie wersji siebie, z której już wyrosłeś. Szczerze mówiąc, uśmiecham się, gdy się pojawia. Zazwyczaj oznacza to, że coś, co utknęło w miejscu, wreszcie ruszyło.
5. „Tarot jest zły, jest powiązany z diabłem”.
To twierdzenie prawie zawsze pochodzi od ludzi, którzy nigdy nie trzymali talii w rękach. Tarot zaczął się jako gra karciana — tarocchi — w renesansowych Włoszech; wróżbiarstwo pojawiło się wieki później. A karta Diabła nie mówi o dosłownym złu. Mówi o rzeczach, które nas więżą: naszych przywiązaniach, złych nawykach, klatkach, które sami sobie budujemy. W talii nie ma nic mroczniejszego niż to, co sam do niej wnosisz. To narzędzie do autorefleksji, kropka.
6. „Musisz urodzić się jasnowidzem, żeby czytać karty”.
Gdyby to była prawda, dawno straciłabym pracę. Tarot to umiejętność, jak gra na instrumencie. Uczysz się kart, ćwiczysz, a twoja intuicja z czasem się wyostrza. Niektórzy łapią to szybciej niż inni — jak ze wszystkim. Ale „dar” to w dużej mierze po prostu uważność i gotowość do zmierzenia się z niewygodnymi odpowiedziami. Każdy, kto chce się uczyć, może czytać karty.
7. „Talia musi być owinięta w jedwab i trzymana w drewnianym pudełku, inaczej straci moc”.
Rób tak, jeśli to lubisz — sama trzymam kilka moich talii w jedwabiu, bo jest miły w dotyku i chroni brzegi kart. Ale to kwestia preferencji, a nie prawo. Talia mieszkająca w woreczku strunowym na dnie twojej torby jest równie wartościowa, co ta w ręcznie rzeźbionym pudełku. Moc nigdy nie tkwiła w opakowaniu.
Więc co to dla ciebie oznacza?
Jeśli czekałeś na pozwolenie, właśnie je dostałeś. Kup talię. Kup ją dla siebie. Kup ją przyjacielowi, który jest ciekawy, ale zbyt nieśmiały, by zacząć. Żadna z tych starych zasad nie ma sensu, gdy tylko zadasz pytanie: „kto tak powiedział?”.
Szczerze mówiąc, właśnie dlatego tak bardzo pokochałam ostatnio spersonalizowane talie. Kiedy grafika jest stworzona dla ciebie — twoje symbole, twoja paleta barw, obrazy, które faktycznie odzwierciedlają twoje życie — „połączenie”, o które wszyscy się martwią, po prostu dzieje się samo. Nie ma głębszej więzi z talią niż ta, która wygląda, jakby wyszła prosto z twojej głowy. Podarowanie takiej talii nie łamie żadnych starożytnych zasad; to szczerze mówiąc jedna z najbardziej osobistych rzeczy, jakie możesz komuś wręczyć.
Kart nigdy nie obchodziło, jak do ciebie trafiły. Obchodzi je tylko to, że się pojawiłeś.